Skip to main content
Home » Stan techniczny » Dumni z rodziny, nie tylko z sukcesów zawodowych
Stan techniczny

Dumni z rodziny, nie tylko z sukcesów zawodowych

Fot.: Aneta Pupek

Bracia Collins to marka sama w sobie – zajmowali się autami takich sław jak Cristiano Ronaldo, Rita Ora czy nasz rodzimy Wojtek Szczęsny. Okazuje się jednak, że to nie sukces, a życie prywatne i filantropia napawają ich największą dumą.

Grzegorz Collins oraz Rafał Collins

Polscy przedsiębiorcy, działacze społeczni, osobowości medialne, znani jako Bracia Collins, popularność przyniósł im m.in. program Odjazdowe Bryki Braci Collins, w którym personalizowali auta klientom z pierwszych stron gazet

Jak rozpoczęła się wasza przygoda z samochodami? Wiem, że rozpoczęliście od małego garażu w Londynie, w którym oklejaliście auta. Jak to się stało, że za jakiś czas odnieśliście tak spektakularny sukces?

Grzegorz: Początki nie były łatwe. Do Anglii przyjechałem jako pierwszy i zupełnie nie wiedziałem, czego się spodziewać. Pracowałem w budowlance, jednak po pewnym czasie razem z Rafałem uznaliśmy, że musimy zrobić coś więcej. Chcemy mieć swój biznes, by dla nikogo nie pracować. Widząc ludzi odnoszących sukcesy, nasza wewnętrzna ambicja podpowiadała nam, że my też damy radę i nie musimy być skazani na to, co przygotował nam los. Wtedy narodził się pomysł z super samochodami.

Rafał: Zanim obaj zaczęliśmy stawiać pierwsze kroki w motoryzacji, pracowałem w restauracji na zmywaku i już wtedy podjąłem decyzję, że kiedyś będę mieć swój lokal. I to się udało. Jedną z naszych restauracji o nazwie „u Wędzonych” niedawno otworzyliśmy w Sopocie, druga znajduje się we Wrocławiu, a w najbliższym czasie planujemy podobne otwarcie także w Warszawie. Mam poczucie, że tworzymy coś, czego nie jeszcze nie było w Polsce pod względem kulinarnym. Pasje mamy zatem różne i mamy to szczęście, że dane jest nam je realizować w biznesie, choć faktycznie wiele z nich umożliwił nam sukces w motoryzacji.

Czy motoryzacja zawsze była waszą pasją? Od kogo uczyliście się sztuki tuningu? Kto był i jest dla was inspiracją w tej dziedzinie?

Rafał: Mogę powiedzieć, że na tamtym etapie motoryzacja była bardziej pasją Grześka. Ja do niej podchodziłem w aspekcie biznesowym. Na początku zapał i entuzjazm do motoryzacji był dużo większy, jednak teraz dzięki niej możemy realizować inne swoje pasje. Ja przykładowo nagrywam muzykę, a w przyszłym roku ukaże się mój album. Dlatego też uważam, że z czasem te zamiłowania się zmieniają. Jeśli chodzi o inspiracje, to uważam, że nie ma guru motoryzacji.

Grzegorz: U mnie ta zajawka pojawiła się bardzo szybko. Od kiedy pamiętam kupowałem auta do driftu, ścigałem się samochodami po torach wyścigowych. Wtedy właśnie fascynował mnie styl japoński oraz „Szybcy i wściekli”. Można nawet powiedzieć, że to, co robiłem, było wieśtuningiem, ale nie mam z tym problemu. Dlatego chciałbym w tym miejscu zaapelować do młodych ludzi, którzy zaczynają swoją przygodę z tuningiem, by nie przejmowali się krytyką i nie ustawali w swojej pasji. Niech robią to, na co ich stać. Każdy ma swoją młodość, którą trzeba przeżyć. Pamiętam, że miałem stuningowaną Lagunę i Rovera 75, który dla mnie był prawie S-klasą. Potem już nigdy nie byłem tak szczęśliwy i zadowolony z żadnego auta, jak wtedy z tych dwóch.

Rafał: Ja natomiast uważam, że warto te pieniądze odłożyć i za jakiś czas zainwestować je w lepszy samochód. Jeśli auto nie ma potencjału, nie należy tego robić. Natomiast mimo tego, jeśli taki tuning daje młodemu człowiekowi radość i woli wydać pieniądze na auto, a nie na używki, to zgadzam się z moim przedmówcą. Choć jak widać, nawet w wywiadzie jesteśmy w stanie się poróżnić.

Fot.: Aneta Pupek

Z czego najbardziej jesteście dumni?

Rafał: Ja na pewno z moich dzieci.

Grzegorz: Ja z mojego dziecka.

Rafał: Jestem dumny z tego, że potrafiłem stworzyć rodzinę, super dom, mam wspaniałą kobietę, dwóch synów – kolejnych braci Collins.

Grzegorz: To, co napawa nas też dumą, to nie personalizacja samochodów dla sław, a przygotowanie karetki dla WOŚP. Od zawsze wiedzieliśmy, że będziemy mieć swoją fundację i chcemy pomagać ludziom, ponieważ to daje nam ogromną satysfakcję. Jako mężczyźni z krwi i kości, którzy trzymają w ryzach swoje biznesy i rodziny, największe spełnienie, zaraz po rodzinie, daje nam to, że możemy sprawić uśmiech na czyjejś twarzy.

Rafał: Jeśli chodzi o fundację, to nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, jak trudne będzie jej prowadzenie. Jest to cholernie ciężka praca i najtrudniejsze, co do tej pory robiliśmy. Stykamy się na co dzień z niewiarygodnymi ludzkimi dramatami. Nierzadko musimy pozycjonować czyjeś krzywdy i zdecydować, komu pomóc, a komu nie, co zostaje w głowie na zawsze i jest bardzo ciężkie. Nie żałuję, jednak gdybym wiedział, z czym wiąże się założenie fundacji, przemyślałbym to dwa razy.

Jakich rad udzielilibyście innym? Jakie są złote myśli Braci Collins?

Grzegorz: My, Polacy, nie potrafimy się nagradzać. Gdy ktoś kupi sobie nowy samochód, ludzie mówią, że nie będzie go pewnie stać na paliwo. No i co z tego? Zostawmy go w spokoju – niech się cieszy ze swojego auta. Taka osoba pewnie ciężko pracuje cały tydzień, więc niech ma coś z tego życia. Wynagradzajmy się, bo kiedy, jak nie teraz?

Rafał: Warto też podkreślić, by nie słuchać opinii innych. Gdybyśmy przejmowali się tym, co powiedzą inni, nie byłoby nas tu, gdzie jesteśmy. Gdybym słuchał plotek, że założyłem fundację do prania brudnych pieniędzy z Kataru, to nigdy bym nikomu nie pomógł, ale przede wszystkim to nikt by z tej pomocy skorzystać nie mógł. Należy też powiedzieć o tym, by nie marnować swojego czasu. Jeśli przez 8 godzin pracujesz dla kogoś, na czyjeś marzenia, to wykorzystaj pozostałe 16 godzin na realizacje swoich.

Next article