Rafał Collins: współprowadzący programu „Odjazdowe bryki braci Collins”

 

kąd pomysł na tak nietypowy zakres usług jakim jest zmienianie wyglądu samochodów? To była przemyślana strategia czy o waszej pasji zadecydował przypadek?

Jako dzieciaki nie interesowaliśmy się specjalnie motoryzacją, mieliśmy raczej dość podstawową wiedzę o samochodach. Przez pewien czas pracowaliśmy w Londynie w budowlance, ale czuliśmy, że to nie jest to, co chcielibyśmy robić w przyszłości. Musieliśmy coś zmienić. Zobaczyliśmy na żywo jak oklejane są samochody, wydawało się to fajną zabawą i chcieliśmy tego spróbować. Kupiliśmy pierwsze folie, trenowaliśmy na naszym samochodzie i powoli zaczęliśmy się wkręcać w temat. Najpierw zmienialiśmy w autach jakieś drobiazgi, potem zleceń było coraz więcej i tak już poszło.

Zmieniacie tylko wygląd samochodów czy też ich osiągi i parametry?

Zajmujemy się tylko wizualną stroną pojazdów, nie podkręcamy silników i nie zaglądamy pod maskę. Naszym celem jest jedynie zamiana wyglądu auta, zarówno na zewnątrz jak i wewnątrz. Jeśli klient życzy sobie podrasowania silnika to zlecamy taką usługę naszym zaufanym partnerom.

Jakie najdziwniejsze zlecenia realizowaliście ostatnio?

Najdziwniejsze zlecenia dotyczyły wnętrza pojazdu, a konkretnie deski rozdzielczej. Raz klient zażyczył sobie obudowanie deski bursztynami, w których od milionów lat zatopione były robaczki. Innym razem deska rozdzielcza została wzbogacona o diamenty. Najpopularniejsze obecnie zmiany to dodawanie światełek ledowych, i co ciekawe często o taką zmianę proszą właściciele luksusowych aut.

Bywają zlecenia, których nie realizujecie ze względów bezpieczeństwa czy poczucia estetyki?

Oczywiście, czasami zdarzają się klienci którzy mają dość „fajansiarskie” pomysły i wtedy grzecznie, acz stanowczo tłumaczymy, że danego projektu się nie podejmujemy. Czasami udaje się wyperswadować dany wieśniacki pomysł i zamienienie go na inny, a czasami klient odchodzi z niczym. To dość problematyczny temat, bo klient na ogół reprezentuje postawę „płacę-wymagam”, ale jeśli dany projekt uważamy za paskudny, to staramy się wytłumaczyć właścicielowi – dla jego dobra – że to nie jest słuszna droga.

Dużo elektroniki i gadżetów instalujecie w samochodach?

Takich gadżetów jest cała masa, choć obecnie w większości nowych samochodów są one montowane fabrycznie. Czasami w autach niższej klasy instalujemy system podgrzewania foteli, nawigację w deskę rozdzielczą czy kamerkę na lusterku cofania. Dużo jest zamówień dotyczących podrasowania systemu audio. Ciekawostką są systemy zapachowe, które mogą emitować dowolne i zmienne zapachy.

Czy da się fajnie podrasować auto bez większych nakładów finansowych?

Nie da się. Jeśli chce się mieć wypasione auto, to trzeba odpowiednio zainwestować. Tanio nigdy nie będzie dobrze. Oczywiście, to, że ktoś włoży kupę kasy nie znaczy też, że efekt będzie znakomity, bo oprócz kasy trzeba też mieć pomysł i wykonawców. Komponenty muszą być bardzo wysokiej jakości, a za to niestety się płaci. Na szczęście w Polsce coraz mniej jest kiczowatego tuningu, projekty i ich wykonanie stoją na coraz wyższym poziomie.