Zrobił Pan sporo zamieszania w Monte Carlo. Jakie wrażenia?

Rajd opuszczam z mieszanymi uczuciami. Przytrafiło się kilka błędów, o co w Monte Carlo jest łatwo. Było też jednak sporo dobrej jazdy w bardzo specyficznych warunkach i udało się wygrać kilka oesów.

Czemu zdecydował się Pan pozostać w WRC?

Uznałem, że to będzie dla mnie odpowiednia droga. Dzięki temu mogę mieć w tym sezonie sporo zabawy i możliwe, że po drodze wpadnie też jakiś pozytywny wynik. Najważniejsze jest jednak zbieranie doświadczeń przy równoczesnej satysfakcji z jazdy.

Jakie ma Pan cele na nowy sezon?

Zostając w WRC zdecydowałem się na stworzenie zespołu prywatnego. W walce z ekipami fabrycznymi mamy małe szanse, więc będziemy jechali swoje. Chciałbym oczywiście poprawić w tym roku skuteczność. Muszę pracować nad tym, aby częściej dojeżdżać do mety bez przygód. Taki będzie priorytet, ale równocześnie nie chcę też za bardzo odpuszczać. Muszę znaleźć jakiś kompromis, bo tu nie wolno się „wozić” po oesach. To są Mistrzostwa Świata.

Co z Pana perspektywy jest najważniejsze w normalnym samochodzie?

Żeby za często nie tankować. Dużo jeżdżę w długie trasy i nie jestem fanem częstego zatrzymywania się w podróżach. Tak zwane pit stopy planuję jak najrzadziej.

Czyli preferuje Pan...

Diesle. Tylko diesle.

Więc na drogach Pan nie zaszaleje...

No nie wiem. Akurat nowoczesny turbodiesel potrafi pojechać. W Le Mans wygrywają diesle...

Jakie Pan lubi auta drogowe. Ma Pan jakieś preferencje?

Nie. Dużo zależy od humoru i od potrzeb. Do czego ma mi służyć auto, bo samochody mogą służyć do wielu różnych zadań. Mają swoje zalety i wady w danych przedziałach, co zależy od naszych oczekiwań. Jeśli cenisz sobie komfort, ciszę i spokój to nie będziemy ci proponować auta sportowego. Jeśli ktoś woli, żeby go kręgosłup zabolał na polskich drogach, bo lubi, żeby go „wytrzęsło”, parę razy felgę wgiąć, to też jest do tego kilka odpowiednich aut.

A Pan czego oczekuje od samochodu?

Ja używam go do podróży. Z punktu A do B. Zależy od roku, ale moje prywatne Renault Megane ma niecałe trzy lata i ma już przebieg 240 tys. kilometrów. I to nie jest moje jedyne auto, a handlarzem też nie jestem, ani kierowcą Renault. Czasem nawet mój samochód zaliczał zapoznania przed rajdem, co też nie jest łatwe. Zmieniam tylko olej, klocki, tarcze i opony. Felgi ma już nieco kwadratowe od dziur. Muszę kupić nowe...

Gdyby ktoś totalnie „zielony” spytał Pana o poradę przed zakupem auta, to na co kazałby mu Pan zwrócić uwagę?

Ponownie powiem – zależy od tego, czego oczekuje.

Ma być ekonomiczne, fajnie jeździć i kupujący nie chce się naciąć.

To musi kupić nowe auto. Znam niewielu handlarzy samochodami, którzy byliby rzetelni i uczciwi. Taka ich charakterystyka i to w każdym kraju (śmiech). Choć czytałem kiedyś, że nawet używane samochody sprzedawano w salonach jako nowe, więc gwarancji nie ma. Myślę, że trzeba mieć też szczęście do auta. Znam wiele przykładów, jeśli chodzi o dokładnie ten sam model auta – jeden właściciel nie ma problemów, a drugiemu trafiła się czarna owca.

Jak to możliwe?

Samochody, nawet jeśli tak samo wyglądają, i tak zawsze się różnią. Pewnych różnic konstrukcyjnych nie da się przeskoczyć. Nawet w Formule 1, gdzie kładzie się naprawdę wielki nacisk, aby bolidy były zrobione perfekcyjnie, jeden nie jest identyczny z drugim. Nawet, jak się bardzo chce. Oczywiście te różnice w F1 są bardzo małe, ale przy dużych, masowych produkcjach... Pewnie nie są odczuwalne, jeśli chodzi o osiągi, ale mogą być odczuwalne, jeśli chodzi o awarie. Moim zdaniem jest za dużo elektroniki i innych gadżetów. Często powoduje to problemy.

Czy jest jakiś samochód, który pan wspomina ze szczególnym sentymentem?

Mnie się bardzo podobają kwadratowe auta. Takie kanciaste. Na przykład Fiat 131 Abarth. Stara Lancia Delta. Samochody oldschoolowe. Uważam, że jeszcze kiedyś świat wróci do takich aut. Jedną z najlepszych rad, jakie ja słyszałem brzmiała: "Kup samochód, który ci się podoba"... Ja tak mam, i chyba nie jestem ewenementem. Jak podoba mi się jakieś auto i planuję je kupić, to widzę takich bardzo dużo na ulicach. I nie jest tak, że nagle zaczynają wyjeżdżać i robią się takie super, tylko dopiero wówczas je się dostrzega. Oko trzeba zadowolić, ale i tak wszystko zależy od tego, do czego ma nam służyć to auto. Ja akurat mam kilka sportowych samochodów, ale tak naprawdę nigdy ich nie używam. Jednym z nich zrobiłem przez siedem lat siedem tysięcy kilometrów i tak sobie po prostu stoi. Trochę bez sensu, ale mi samochody są potrzebne do czegoś innego niż do sportowej jazdy po zwykłych drogach.