Ciągle słyszymy o bezpieczeństwie na drodze i dopasowaniu prędkości do panujących warunków. Wychodzimy z założenia że nasza prędkość jest poprawna tylko pozostali kierowcy jadą za szybko. Spójrzmy jednak dokładniej na siebie. W jakich aspektach możemy sobie „pomóc”?

Tomasz Kuchar: Czy którykolwiek z kierowców może z pełnym przekonaniem stwierdzić, że trasę, którą pokonuje codziennie zawsze da się przejechać w takim samym tempie? W słoneczny dzień i w nocy po ulewie? Późnym wieczorem i w godzinach szczytu? Podczas świetnej widoczności i we mgle? Świadomy kierowca dostrzega różnice i reaguje. Polecam zapoznanie się z założeniami stylu prowadzenia pojazdu, który nazywamy jazdą defensywną. Upraszczając temat chodzi w niej o to, żeby unikać zagrożeń reagując na warunki atmosferyczne, stan nawierzchni, natężenie ruchu, nasz stan psychofizyczny oraz to w jaki sposób poruszają się inni kierowcy obok nas. Nie trzeba wcale tak wiele – obserwacja drogi jak najdalej do przodu, bycie widocznym, komunikowanie swoich zamiarów z odpowiednim wyprzedzeniem, skupienie na jeździe i przestrzeganie przepisów ruchu drogowego. I jeszcze jedna praktyczna rada – zachowywanie dystansu do poprzedzającego pojazdu. Odpowiedni odstęp to czas na reakcję, nawet jeśli kierowca przed nami popełni błąd.

Kuba Bielak: W każdym aspekcie możemy sobie pomóc by stać się lepszym kierowcą . Problem tkwi w tym że nie zauważamy naszych braków albo nie chcemy zaakceptować twierdzenia że jakiekolwiek braki posiadamy. Nie dotyczy to tylko prędkości. Jesteśmy niestety jako społeczeństwo niedojrzali do współczesnych zdobyczy motoryzacji. Olbrzymią winę ponosi tu system edukacji ale również nasza mentalność i brak systemowych rozwiązań Państwa które cywilizowałyby naszą „ułańską fantazję” za kierownicą. Główny problem który jest fundamentem wszelkich problemów to nasz egoizm. W XXI wieku jazda samochodem to umiejętność będąca manifestacją szacunku do innych nie tylko na drodze. Natężenie ruchu drogowego stale wzrasta i sami kierowcy muszą zrozumieć że wzajemne relacje kierowców na drodze oparte właśnie o szacunek i chęć zrozumienia są fundamentem bezpieczeństwa. Konieczność zrozumienia kogoś kto chce włączyć się do ruchu, chce zmienić pas , parkowanie tak aby kto inny również mógł zaparkować to przejawy nowoczesnej jazdy samochodem. Niestety nam wystarczy świadomość że mamy dobry nowoczesny samochód i to wystarczy aby czerpać ze zdobyczy motoryzacji pełnymi garściami nie oglądając się na innych. Jest spora różnica między „korzystaniem” a „wykorzystywaniem”  samochodu do swoich celów.

Jak bardzo pomagają nam dodatkowe kursy związane z doskonaleniem swoich umiejętności? Czy to dedykowane tylko dla kierowców którzy pokonują setki kilometrów w ciągu roku?

Tomasz Kuchar: Każdy kierowca trafiający na kurs doskonalenia techniki jazdy do renomowanej akademii, czy szkoły zyskuje. Głównym profitem jest zbudowanie świadomości z czym wiąże się prowadzenie samochodu. To odpowiedzialność, zagrożenia, bezlitosne prawa fizyki.
Kursy doskonalenia techniki jazdy to zestaw ćwiczeń, podczas których uczestnicy zajęć dowiadują się jak unikać trudnych sytuacji na drodze – jak poprawnie pokonywać zakręty, jak unikać utraty przyczepności kół, a jednocześnie jak radzić sobie kiedy już do tego dojdzie. Szkolenie przewiduje naukę awaryjnego hamowania z omijaniem przeszkody oraz tak  elementarne zagadnienia jak właściwa pozycja za kierownicą i poprawne operowanie nią. Budujemy świadomość, podnosimy umiejętności, walczymy ze złymi nawykami. Wspomniane bezlitosne prawa fizyki i zagrożenia czyhają na każdego kierowcę, bez znaczenia ile kilometrów rocznie pokonuje. Pełna demokracja.

Kuba Bielak: Trudno ocenić jak bardzo pomagają. Trudno to zmierzyć. W latach 90. kiedy zaczynaliśmy działalność Akademii Bezpiecznej Jazdy w Polsce prawie w 100 proc. klientem byli kierowcy firmowi w tym duży odsetek przedstawicieli handlowych. Mierzyliśmy wtedy tzw. wypadkowość w firmach przed i po szkoleniach. Spadek szkodowości po szkoleniach wahał się od 20 proc. do 60 proc., a więc szkolenia tego typu przynosiły pożądany efekt. Klient indywidualny stanowił wtedy ułamek procenta. W tej chwili to się bardzo zmieniło. Świadomość społeczna dotycząca konieczności szkolenia jest zupełnie inna. Kierowcy z małym i dużym stażem niezależnie od płci za kierownicą chcą się szkolić. Myślę że najlepszym dowodem na to że kursy spełniają pokładane w nich oczekiwania jest fakt,  że indywidualni klienci z własnej nieprzymuszonej woli , niezmuszani przez dyrektora firmy chcą wydać pieniądze i spędzić 5-6 godzin ucząc się jak jeździć bezpiecznie. Niektórzy robią to kilka razy w roku namawiając swoją rodzinę i znajomych na takie szkolenie. Jeszcze 15 lat temu było to nie do pomyślenia bo przecież każdy z Polaków jest najlepszym kierowcą niezależnie od wieku czy doświadczenia i niczego nie można go już nauczyć. A jednak dzisiaj klient indywidualny stanowi 70 proc. wszystkich klientów Akademii a kursy kończy rocznie kilka tys. osób.

Nauka takich odruchów powinna być powtarzana, symulowane sytuacje nie pojawiają się często podczas naszej jazdy. Czy jest jakaś zasada częstotliwości takich kursów?

Tomasz Kuchar: Część zagadnień poruszanych na szkoleniach to elementy, których kierowca po kursie powinien sam pilnować na co dzień. To na jego barkach spoczywa główny ciężar walki ze złymi nawykami tj. nieodpowiednia pozycja, operowanie kierownicą jedną ręką, nadużywanie sprzęgła etc. Inaczej jest z radzeniem sobie w poślizgu czy awaryjnym hamowaniem z ominięciem przeszkody. Nie muszę nikomu tłumaczyć, że tego nie ćwiczymy na drodze pośród innych uczestników ruchu. Trudno też wyobrażać sobie, że takie sytuacje trafiają się nagminnie większości kierowców. Dlatego potrzebne jest odnawianie szkoleń. Im częściej tym lepiej.

Kuba Bielak: Tak na prawdę trudno określić częstotliwość szkolenia w trudnych warunkach. Trzeba by było najpierw określić jaki jest cel szkolenia. Jeżeli tym celem ma być gwarancja uniknięcia wypadku to nawet codzienne treningi po 10 godzin dziennie przez 5 lat nic nam nie dadzą. Tego typu szkolenia w bardzo obiektywny i bezpieczny sposób pokazują jak niewiele trzeba aby stracić panowanie nad samochodem. Jak nieubłagane są zasady fizyki nawet przy małych prędkościach. Jak ważna jest prawidłowa technika jazdy. Takie szkolenie ściąga nas z chmur na ziemię. Nas doświadczonych kierowców którzy nowoczesnymi samochodami pędzimy na co dzień z prędkościami powyżej 100 km/h. Dopiero na takich kursach dowiadujemy się czym jest poślizg od czego zależy i jak odpowiedzialnym zajęciem jest jazda samochodem w towarzystwie innych użytkowników. Tu nawet przy 40 km/h nie jesteśmy czasami w stanie wykonać prawidłowo danego ćwiczenia. Na co dzień nie wpadamy w poślizgi, nie hamujemy awaryjnie za każdym razem nie omijamy przeszkód. Nie znaczy to że taka konieczność nigdy nam się nie przydarzy a może decydować o naszym zdrowiu i życiu. Większość firm wysyłających swoich pracowników na tego typu szkolenia robi to raz do roku lub raz na dwa lata. Ale tak na prawdę zależy to od naszej subiektywnej oceny popartej uwagami instruktora nad czym warto jeszcze popracować i co wymaga jeszcze poprawy. A zawsze jest co poprawiać chociaż to nie sport, a my nie jesteśmy rajdowcami na drodze. Jeżeli myślisz że umiesz już wszystko to znaczy że jest jeszcze bardzo dużo do poprawienia.

Widzimy obecnie w mediach wzmożone kampanie społeczne w tematyce bezpieczeństwa na kierownicą. Dobry pomysł na dotarcie do kierowców?

Tomasz Kuchar: Bez wątpienia ważna jest jakość tych kampanii. Niestety kwestia bezpieczeństwa ruchu drogowego to trudny temat w naszym kraju. Polski kierowca uważa się za mądrzejszego od tych, którzy ustawiają znaki drogowe, sprytniejszego od policjantów i fotoradarów, szybszego i lepszego od jadących przed nim, zbytnio ufa własnym umiejętnościom i możliwościom swojego samochodu. Aby dotrzeć do kogoś takiego trzeba dużej kreatywności opartej na twardych faktach. Przykładem może być pokaz polegający na porównaniu drogi zatrzymania samochodu z prędkości 50 km/h i 100 km/h. Obserwatorzy przeżywają szok kiedy widzą na własne oczy, że w miejscu gdzie pojazd jadący 50 km/h stoi już nieruchomo drugi nie zwolnił jeszcze nawet o jeden kilometr.

Kuba Bielak: Oczywiście że tak. Stan zaniedbań w BRD jest tak wielki że każde działanie zwracające uwagę na tą problematykę  ma sens. Szczególnie w kraju który pod względem bezpieczeństwa jazdy ciągnie się w ogonie peletonu Europy. Można oczywiście dyskutować czy takie działania są efektywne. Myślę że kampanie społeczne nie załatwią oczywiście wszystkich problemów, ale skutecznie podnoszą świadomość społeczną. Można oczywiście zastanawiać się czy wydane pieniądze na taką kampanie są wydawane racjonalnie. Nasza niedojrzałość społeczno-polityczna skutkuje niestety od lat tym że bezpieczeństwo jazdy stało się w pierwszej kolejności nośnikiem marketingu komercyjnego, politycznego, trampoliną do osiągania zysków. Chcemy w pierwszej kolejności zarabiać na bezpieczeństwie, a nie rozumiemy że inwestowanie w bezpieczeństwo daje o wiele większe korzyści przez oszczędności jakie na bezpieczeństwie uzyskamy. Wypadki kosztują nas jako społeczeństwo ok 50 mld zł rocznie,  to sporo. Brak jednak, szczególnie wśród rządzących determinacji w stworzeniu zintegrowanego systemu bezpieczeństwa ruchu drogowego który działał by sprawnie. 

Oprócz kampanii pojawiła się znacząca zmiana w egzaminowaniu na prawo jazdy, dodatkowe zajęcia na płycie poślizgowej? To dobre rozwiązanie dla młodego kierowcy?

Tomasz Kuchar: Bardzo ubolewam nad faktem odsunięcia w bliżej nieokreśloną przyszłość kursów z zagrożeń w ruchu drogowym. Nie chcę wnikać w przyczyny tej decyzji. Całe rzesze świeżo upieczonych kierowców stracą szansę na zapoznanie się w sterylnych warunkach ośrodka z bezwzględnymi, choć prostymi prawami fizyki jakie rządzą jazdą samochodem. Co to znaczy hamować przy prędkości jedynie o 10 km/h większej od dozwolonej, jaka jest różnica w pokonywaniu zakrętu przy różnych prędkościach, jak łatwo stracić kontrolę nad samochodem i jak trudno ją skutecznie odzyskać. Bulwersuje mnie kolejne odroczenie tego programu, ponieważ są to rozwiązania sprawdzone w wielu krajach, które dzisiaj cieszą się dużo wyższym poziomem bezpieczeństwa wszystkich uczestników ruchu drogowego. Na koniec jeszcze słowo do krytyków kursów z zagrożeń w ruchu drogowym. Kursy te z założenia NIE SĄ szkoleniami. Nie ma co utyskiwać na zaproponowany program. Podczas zajęć uczestnik ma zobaczyć co stanie się kiedy za szybko wjedzie w zakręt, a nie nauczyć się jak radzić sobie w takiej sytuacji.

Kuba Bielak: Przede wszystkim nie jest to część egzaminu a wymagane dodatkowe szkolenie po otrzymaniu prawa jazdy które nie kończy się żadnym egzaminem. Nie jest to również jak podają niektóre media, szkolenie jazdy w poślizgach. Jest to szkolenie dotyczące ryzyka drogowego. Na kursie nauki jazdy kursant porusza się samochodem w prawidłowych warunkach określonych przepisami. Dowiaduje się że jeżeli skręci kierownicą w lewo to auto pojedzie w lewo. Na kursie ryzyka drogowego ma się dowiedzieć że są warunki w których jeżeli skręci kierownicę w lewo to auto wcale nie musi pojechać w lewo tylko prosto. Po raz pierwszy w życiu ma doświadczyć czym jest brak kontroli nad autem , pierwszy raz wpaść poślizg , doświadczyć i dowiedzieć się jaka jest zależność drogi zatrzymania od przyrostu prędkości. Przede wszystkim ma doświadczyć uczucia bezradności w sytuacji ekstremalnej przy niskich prędkościach 40-50 km/h kiedy straci kontrolę nad samochodem. Przeżycie na własnej skórze takich sytuacji ma uświadomić z jaką odpowiedzialnością za siebie, pasażerów i innych użytkowników ruchu łączy się prowadzenie samochodu i jak niewiele trzeba aby stracić kontrolę nad samochodem. Takie kursy i szkolenia odbywają się od lat w innych krajach Europy i skutkują zmniejszeniem średnio o 20 proc. liczby wypadków ze skutkiem śmiertelnym powodowanych przez młodych stażem kierowców. Przypominam że młodzi kierowcy w Polsce są sprawcami 25 proc. ogólnej liczby wypadków. Narzucony przez resort program szkolenia niestety pozostawia bardzo dużo do życzenia i przypomina bardziej prezentacje systemów aktywnej kontroli trakcji niż odwołuje się do myślenia. Tak jakby jedyną refleksją po zaledwie godzinnym szkoleniu było przekonanie że jak mam ESP I ABS to nic mi nie grozi. Ćwiczenia hamowania bez systemu ABS w dzisiejszych czasach wydają się być interaktywną wycieczką do muzeum motoryzacji niż efektywnym wykorzystaniem krótkiego czasu szkolenia.  Jak widać wszyscy musimy się jeszcze sporo nauczyć. Na pewno warto.