Patrząc na Pana życiorys muszę zacząć od podstawowego pytania – czy czuje Pan uzależnienie od adrenaliny? Od kiedy prowadzi Pan takie życie na krawędzi?

Zdecydowanie tak, jestem uzależniony od adrenaliny i skrajnych emocji. Nie wyobrażam już sobie życia bez tego. To jest to, co kocham i czego potrzebuję. Każdy dzień to dla mnie ciężki trening i nowe wyzwania, które sprawiają, że czuję, że żyję. Mam wrażenie, że od zawsze mojemu życiu towarzyszył podniesiony poziom adrenaliny. Już jako 6-latek byłem bardzo aktywny, lubiłem robić szalone rzeczy. Razem z kolegami lubiliśmy m.in. skakać po dachach.

Czy któryś z Pana młodzieńczych wyczynów uznaje Pan teraz za głupotę, za nieprzemyślaną zabawę? A może też jest coś, czego Pan żałuje, że jednak nie spróbował, gdy była do tego okazja?

Niczego w swoim życiu nie żałuję, ani rzeczy, które zrobiłem, ani tych, które sobie odpuściłem. Takie jest moje życie – wszystko, czego chcę spróbować to próbuję. Nawet, jeśli ktoś ocenia moje pomysły jako szalone czy niebezpieczne to, jeżeli mi na czymś zależy to z pewnością to zrealizuję. W młodości marzyłem o wielu ekstremalnych wyczynach i dziś mogę powiedzieć, że to wszystko mi się udało. Wszystko to jednak przez lata okupione było ciężkim treningiem.

Jednym z Pana popisowych numerów był „back-flip jump” czyli pełny obrót samochodu w powietrzu. Dokonał Pan tego jako pierwszy człowiek w historii, a mimo to, tuż po tym wyczynie powiedział Pan, że „to nie była najbardziej szalona rzecz jaką zrobiłem, choć na pewno znalazłaby się w top-3”. Który z Pana wyczynów ceni Pan więc wyżej?

Zgadza się, to był bardzo skomplikowany skok, ale mimo wszystko nie najtrudniejszy. Zdecydowanie więcej emocji i nerwów miałem przy ewolucjach na nartach. Szczególnie cenię sobie skok w pryzmę śniegu z wysokości ok. 50 metrów z helikoptera. Jest jedna zasadnicza różnica między ewolucjami w samochodzie, a tymi na nartach – skala narażenia zdrowia. W samochodzie człowiek jest znacznie bezpieczniejszy, chroni go po pierwsze konstrukcja samochodu, a po drugie klatka. Na nartach nie ma tych zabezpieczeń, więc każdy wypadek może skończyć się tragicznie. Pamiętam swój wypadek z Rajdu Dakar w 2007 roku – wydawało się, że już po nas, tymczasem okazało się, że cały impet przyjął na siebie nasz pojazd. My wyszliśmy z tego wypadku zupełnie bez szwanku. Na nartach nie ma tego bufora bezpieczeństwa – najmniejszy błąd, pomyłka w wyliczeniach czy złe lądowanie mogą skutkować tragedią.

Mimo to od lat realizuje się Pan już tylko w sportach samochodowych. Ma Pan za sobą wiele startów w ekstremalnych rajdach i wyścigach. Oprócz tego jest Pan „zwykłym” kierowcą, jak każdy z nas. Czy doświadczenie i umiejętności wyniesione z rajdów pomagają czy przeszkadzają w codziennej jeździe po mieście?

Zdecydowanie pomagają. Jazdy samochodem uczyłem się od najmłodszych lat, jestem po wielu treningach z profesjonalistami, mam olbrzymie doświadczenie – to wszystko procentuje. Po pierwsze potrafię utrzymać odpowiednią koncentrację i kontrolę nad wszystkim, co się dzieje wokół mojego samochodu. Po drugie, jestem przyzwyczajony do skrajnych emocji, nie panikuję w nadzwyczajnych i niespodziewanych sytuacjach. Po trzecie wreszcie nigdzie nie muszę się spieszyć – mam dość prędkości po godzinach spędzanych na treningach, więc jeżdżąc po mieście już nie potrzebuję dodatkowego bodźca w postaci nadmiernej prędkości.

Uważa Pan, że kierowcy rajdowi są mniej czy bardziej nierozważni na drogach niż „zwykli” użytkownicy dróg?

To zależy już tylko od mentalności danego kierowcy. Każdy rajdowiec ma co innego w głowie, podobnie jak każdy ze „zwykłych” kierowców. Jeden będzie szanował pozostałych użytkowników dróg i jeździł zgodnie z przepisami i z zachowaniem zasad bezpieczeństwa, drugi zaś będzie szalał i stwarzał zagrożenie dla siebie i pozostałych. Ale tak jest w każdej grupie społecznej. Ja mogę odpowiadać tylko za siebie. Staram się przestrzegać wszystkich przepisów. Najlepiej o mojej bezpiecznej jeździe świadczy fakt, że - poza rajdami - jeszcze nigdy nie miałem żadnego wypadku drogowego. I oby tak pozostało.

Ma Pan olbrzymie doświadczenie w prowadzeniu samochodu. Na co zwraca Pan szczególną uwagę przy kupnie pojazdu do codziennej jazdy? Co powinno być priorytetem przy zakupie nowego auta?

Kluczowym elementem przy wyborze samochodu powinno być bezpieczeństwo. Za tym kryje się kombinacja wielu elementów – od silnika, aby można była sprawnie reagować w momencie zagrożenia, przez hamulce, które muszą być niezawodne, aż po odpowiednie opony, które utrzymają nasz pojazd w torze jazdy. Jeśli zaś chodzi o mnie, to uważam, że mam na tyle duże doświadczenie w jeździe samochodem, że kwestia bezpieczeństwa odgrywa nieco mniejszą rolę. Przyznam, że lubię dynamiczne samochody, z dużą mocą, dopasowane do moich potrzeb. Zwracam także uwagę na design samochodu.

Jakie ma Pan plany na najbliższą przyszłość? Pracuje Pan już nad kolejnym trikiem?

Tak, razem ze swoim zespołem przygotowujemy się do pobicia kolejnego rekordu. Tym razem chcę wykonać najdłuższy skok samochodem o długości 110 metrów. Samochód jest już gotowy, pozostało jedynie dopięcie szczegółów. Próby tej podejmę się w Las Vegas, w czerwcu tego roku. W dalszej perspektywie w głowie mam już kolejny start w Rajdzie Dakar. Mam wsparcie sponsorów i swojego zespołu, więc nie pozostaje mi nic innego jak wygrać Dakar w 2016 roku. To mój cel.

Myślał Pan o poszukaniu wyzwań w innych dyscyplinach? Szaleje Pan głównie na nartach i z samochodami, ale przecież sportów ekstremalnych jest bardzo wiele, np. base jumping czy skoki spadochronowe.

W swoim życiu próbowałem już wielu rzeczy, również skoków ze spadochronem. Chociażby w tym roku, w lato, planuję start w rajdzie motocyklami enduro w Rumunii. Większość planów wiążę jednak już tylko z samochodem.

Czy wyznaczył Pan sobie granicę, po przekroczeniu, której powie Pan „dość” i nieco ustabilizuje Pan swoje życie? Ma Pan 37 lat, gdzie widzi Pan siebie w wieku 50 lat?

Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Być może pewnego dnia poczuję, że to, co robię nie sprawia mi już takiej frajdy i wtedy faktycznie powiem „stop”. Jednak póki co kocham swoje ekstremalne życie. To, czym się obecnie zajmuję daje mi nadal ogromną radość i nie widzę powodów, dla których miałbym z tym kończyć. Nie myślę o tym, co będzie kiedyś – żyję teraźniejszością.

Ma Pan dwie córeczki. Jak Pan zareaguje, gdy za kilkanaście lat jedna z nich powie Panu, że chce iść w Pana ślady?

No cóż, z pewnością mi się to nie spodoba, ale uszanuję to. Sam nienawidziłem, gdy ktoś mówił mi, co powinienem, a czego nie powinienem robić. Wszystko jest dla ludzi, byle z rozsądkiem. Jeśli więc moje dziecko będzie chciało pójść w moje ślady to z pewnością będę je w tym wspierał. Będę chciał się podzielić całą swoją wiedzą i doświadczeniem, ale przede wszystkim będę je ostrzegał przed ryzykiem, z jakim taka zabawa się wiąże.

Wiem, że bywał Pan w Polsce. Jakie są Pana doświadczenia z polskimi drogami i polskimi kierowcami?

Zgadza się, miałem już okazję ścigać się w Polsce. Oprócz tego w grudniu przeprowadzaliśmy testy mojego auta właśnie w waszym kraju. Jeśli chodzi o Polaków to mogę powiedzieć, że to dobrzy kierowcy, są nieco szaleni, ale w pozytywnym sensie. Moim serdecznym kolegą z ekipy jest Krzysztof Hołowczyc. To świetny kierowca, czego potwierdzeniem jest jego 3. miejsce w tegorocznym Dakarze. Wiem, że jest w Polsce bardzo popularny.

Nie tylko on, Pan także ma tu sporą rzeszę fanów. Pana profil na Wikipedii dostępny jest w zaledwie 7 językach, ale w tym gronie jest także język polski.

Naprawdę? To niesamowite, bardzo się cieszę. Muszę wobec tego częściej do was przyjeżdżać. Właśnie wpadł mi do głowy pewien pomysł – być może zrobię u was swój kolejny show. Mam już w głowie pewien zamysł, to będzie najbardziej szalony trik, jaki kiedykolwiek zrobiłem. Nie mogę jeszcze zdradzać szczegółów, ale planuje ten skok na 2016 rok i być może zrobimy to właśnie w Polsce. Potrzebuję jedynie odpowiedniej lokalizacji. Śnieg nie jest potrzebny, wystarczy dużo przestrzeni.

Co by Pan powiedział polskim nastolatkom, którzy chcieliby Pana naśladować i próbować powtarzać Pana wyczyny?

Róbcie to! Żyjcie tak jak chcecie, realizujcie swoje pragnienia i marzenia. Pamiętajcie jednak o odpowiednim przygotowaniu, o treningu, o bezpieczeństwie. Nic samo się nie zrobi, we wszystko trzeba włożyć serce i ciężki trening. Trzeba skupić się na swoim celu i do niego dążyć, ale nie wolno zapominać o zdrowym rozsądku. Im ciężej się przygotowujesz tym bezpieczniejsze będą twoje pokazy.

Rozmawiał: Nikodem Chinowski