ie potrzeba wcale góry pieniędzy, a przede wszystkim waszego czasu i determinacji. Większość z was pewnie wie, czym jest drifting. Jeśli nie, to dla przypomnienia – jest to sztuka prowadzenia samochodu w poślizgu zapoczątkowana w Japonii, obecnie oficjalnie traktowana jako motorsport. Jak więc sądzicie, czy driftingu może spróbować każdy i czy jest to sport będący w zasięgu “przeciętnego Kowalskiego”? Zasadniczo tak, jednak tak jak wszędzie – należy mierzyć siły na zamiary i pamiętać o tym, że nie od razu Rzym zbudowano. W jaki sposób więc zacząć przygodę z driftem?

Po pierwsze – potrzebujemy tylnonapędowego samochodu. I wcale nie musi być to 500-konny potwór, na którego wydamy życiowe oszczędności. Oczywiście – można tak zrobić, ale chyba jednak warto zacząć od czegoś bardziej przystępnego cenowo, by w ogóle wiedzieć czy połknie się driftowego bakcyla. Posłużę się przykładem BMW E36, które wstępnie przygotowane do driftu powinno udać się Wam kupić nawet za około 3-4 tysiące złotych. Tego typu okazji można szukać przykładowo na grupach na Facebooku, które są poświęcone tematyce driftu, bądź też właśnie temu modelowi BMW. Oczywiście nie będzie to wymuskany kąsek z rynku youngtimerów, ale czego chcieć więcej do nauki jazdy w poślizgu? Jeśli macie już jednak tylnonapędowe auto i chcielibyście przystosować je do driftu, to przedstawiam wam podstawową listę modyfikacji: zaspawanie mechanizmu różnicowego, obniżenie i utwardzenie zawieszenia, montaż hydraulicznego hamulca ręcznego, zwiększenie kątu skrętu kół przednich, np. za pomocą tzw. adapterów skrętu. Kolejność, w jakiej przeróbki zostały wymienione nie jest przypadkowa, bo moim zdaniem – wraz z wzrostem umiejętności kierowcy, takim właśnie schematem powinno dokonywać się kolejnych zmian w samochodzie. Okej, mamy już samochód, ale nie wiemy jak driftować. Co więc powinno być kolejnym krokiem?

 

Szymon Konieczny: Obecnie coraz więcej firm organizuje szkolenia z driftu, na które można przyjechać własnym samochodem.

 

Obecnie coraz więcej firm organizuje szkolenia z driftu, na które można przyjechać własnym samochodem. To jest jedno z rozwiązań, którego zaletą niewątpliwie jest fakt, że uczyć się będziemy pod bacznym okiem instruktora, na zamkniętej i bezpiecznej przestrzeni. Drugim, bardziej budżetowym rozwiązaniem jest samodzielne znalezienie takiego bezpiecznego miejsca, np. zamkniętego placu, parkingu, bądź płyty lotniska i nauka metodą prób i błędów. Niezależnie jednak od wyboru ścieżki nauczania, na początku konieczne jest wyczucie samochodu, obycie się z pedałem gazu oraz opanowanie sztuki szybkiej pracy rąk na kierownicy. W tym celu najlepiej jest zacząć od kręcenia tzw. bączków np. dookoła beczki, robiąc kółka o coraz to większym promieniu. Drugim krokiem powinna być nauka jazdy w poślizgu po tzw. ósemce. To ćwiczenie dodatkowo pomoże nam opanować samochód w momencie, gdy następuje tzw. transfer masy, a to bardzo ważna umiejętność. Stopniowo ósemki również powinny być coraz większe, by uczyć się jazdy w poślizgu przy coraz to wyższych prędkościach. Następnie, po nabyciu podstaw warto byłoby wyjechać na tor, zapisać się na tzw. trackday, bądź też otwarty trening i zdobywać doświadczenie na bardziej wymagającym terenie, z skomplikowanymi sekwencjami zakrętów i zmianami nachylenia terenu.

To co będzie się działo dalej jeśli chodzi o Wasze umiejętności oraz samochód, to tak naprawdę kwestia fantazji oraz oczywiście budżetu. Drifting staje się obecnie coraz bardziej powszechny i jak widać – nie bez przyczyny. Jeśli więc sami chcielibyście spróbować swoich sił w tym motorsporcie to droga wolna! Nie potrzeba wcale góry pieniędzy, a przede wszystkim waszego czasu i determinacji. Powodzenia!