użo łatwiej trafić na przestarzałe objaśnienia, tłumaczące premium jako nagrodę bądź premię. Oczywiście wszyscy intuicyjnie wiemy, co oznacza premium, ale czy wszyscy rozumiemy je tak samo? W przypadku samochodów na pewno nie!

Z premium w motoryzacji jest pewien problem, a nawet dwa. Od wielu lat prowadzę blog o samochodach klasy premium i obserwuję na co dzień, jak wiele kontrowersji i gorących dyskusji wzbudza kategoryzowanie określonych modeli, a nawet samych marek motoryzacyjnych jako premium. Każdy ma na ten temat odmienne zdanie. To dlatego, że pojęcia „premium” nie da się zdefiniować, trudno więc wytyczyć jasną granicę oddzielającą marki i samochody segmentu premium od tych popularnych – premium w motoryzacji staje się w coraz większym stopniu pojęciem uznaniowym. To pierwszy problem.

A skoro nie ma jasnej granicy, to każda marka może przedstawiać się jako premium lub przynajmniej oferować nam samochody, które określi tym mianem. To zaś prowadzi nas do drugiego problematycznego zjawiska, czyli stopniowej degradacji pojęcia premium przez jego nadużywanie. Bo dzisiaj premium pojawia się w przekazach marketingowych niemal wszystkich producentów. Często całkowicie bezpodstawnie. Dlaczego?

Chodzi o pieniądze. Musimy pamiętać, że każda marka, która w naszych oczach zyska status premium, otrzymuje jednocześnie prawo do żądania za swoje produkty (w naszym przypadku samochody) więcej niż konkurencja rynku masowego. Dziennik „Zeit” w artykule z 2013 roku wylicza, że wiodące marki premium zarabiają na każdym sprzedanym samochodzie około 4 tys. euro, podczas gdy te popularne muszą zadowolić się zyskiem na poziomie 1 tys. euro.

W obliczu przytoczonych problemów, my, entuzjaści motoryzacji na całym świecie – bo rzecz nie dotyczy jedynie naszego rynku – próbujemy wyznaczyć na własny użytek ramy pojęciowe, które pozwalałby oddzielić samochody premium od tych „zwykłych”. Jedni twierdzą, że premium zaczyna się od sześciu cylindrów pod maską, inni są zdania, że premium to drewno i skóra we wnętrzu, a jeszcze inni, że premium może być tylko klasyczny sedan, a nie żaden hatchback czy SUV. I wiecie co?

Wszystkie te próby wiodą w ślepą uliczkę. Nawet jeśli takie wyróżniki miały uzasadnienie jeszcze 20 lat temu, to obecnie, w erze norm i zakazów narzucanych przez Unię, są równie archaiczne jak ołów w benzynie. Premium, podobnie jak cała motoryzacja, ewoluowało. Nasze kategoryzowanie samochodów musi za tym nadążyć. Współcześnie mianem premium możemy określić nawet minivana czy hatchbacka z 3-cylindrowym silnikiem. Takie są fakty. Żeby jeszcze bardziej skomplikować sprawy, muszę wspomnieć, że wyróżniamy także segment samochodów luksusowych. A luksus to zupełnie inna historia niż premium.

Jak więc odnaleźć się w tym wszystkim i nie da się „wkręcić” działom marketingu koncernów motoryzacyjnych? Po kilkunastu latach testowania nowych modeli samochodów twierdzę, że „premium tkwi w szczegółach”. To właśnie szczegóły tworzą coś, co z kolei na własny użytek nazywam „premium feel”. To odczucie, że ktoś dołożył wielu starań, aby nasz kontakt z danym elementem samochodu, a dzięki temu z całym samochodem, był czymś szczególnym. „Premium feel” to także tytuł wydanego przeze mnie e-booka, w którym wyjaśniam Wam, dlaczego nie wszystkich samochody mogą być premium.

 


 
Ebook „Premium Feel” to pierwsza w Polsce tak merytoryczna i rzeczowa próba zmierzenia się z trudnym i szerokim zagadnieniem pojęcia premium w motoryzacji. Do pobrania tylko na PremiumMoto.pl.